Dom
Dom
W domu pachniało zawsze Pieczonym mięsem i zupą Było ich tyle rodzajów Żurek, ogórkowa, biały barszcz Babcia Stasia gotowała Zupy na co dzień Stanowiły główny posiłek Ciepłe, zawiesiste Nie nasyciły gromadki dzieci Ale dawały Przyjemne uczucie wypełnienia
Mama nauczyła się gotować te zupy Stanowiły swojego rodzaju Spuściznę rodową Prześcigały się z siostrami Która zrobi tę najbardziej zbliżoną Do babcinej
Za domem było pole W czasach świetności obsadzone Ziemniakami, warzywami, truskawkami Każdego lata pieliliśmy z rodzeństwem Te grządki Znienawidzona wakacyjna tortura Gdy zabrakło sił, żeby uprawiać ziemię Powstało tam pole kukurydzy A potem topinamburu Uciecha dla dzików i jeleni Oraz dla polujących tam myśliwych
Na skraju pola rosły bujne krzaki Bzów i jaśminów Majowy zapach rozpościerający się Po okolicy był wręcz odurzający Słodkie wonie oszałamiały przechodniów Ptaki wiły tam gniazda A jaszczurki znajdowały schronienie Przed grasującymi kotami sąsiadów
Nieopodal pola była mała górka Porośnięta trawą i małymi kępkami Fiołków i jastrzębców Jej zbocze było ustawione Pod idealnym kątem Do południowego słońca w zenicie Wystawiałam tam bladą buzię Do ciepłych promieni I czekałam w ciszy Aż słońce zajdzie za horyzont
Było to moje pierwsze bezpieczne miejsce Gdzie mogłam się skryć Gdy w domu zaczynało się piekło
04.03.2026 r.