Pigmalion


Pigmalion

Zrodziła się z pracy Tysiąca dłut, pocałunków, łez Na kształt doskonałego Prób niezliczonych Osiągnięcia boskich proporcji Była taka, jaką sobie wymarzył


Szukał długo wybranki swej W czeluściach den, w niebycie Lecz znaleźć nie umiał Ideału, który umysł przysłonił Wziąwszy narzędzia pracy codziennej Dłuta, tworzył muzę z kamienia Zimną, długą i gładką Jej ciało alabastrowe powstało Z rąk jego, by zachwycać Miało zaspokajać jego potrzeby Karmić ego, być doskonałą


Zgorszony rozwiązłością kobiet Ich nieczystą urodą i duszą Wyrzeźbił marmurową dziewicę Pocałunki na zimnym czole składał Przyozdabiał pieszczotami, fraszkami Kosztowne kamienie i kwiaty Łzy heliad do jej stóp przynosił Lecz w zachwycie nie śmiał Przyznać, że to kamień


Nastała noc Wenery Cypryjskie święto urodzaju Życia i płodności Pigmalion wzniósł oczy ku niebu I szeptał bogini Wenus By żonę mu zesłała Piękną jak ten marmur Bogini łaskawa Próśb Pigmaliona wysłuchała W zimne członki życie tchnęła Ożyła. Doskonała. Galatea


Trwali tak w szczęściu i w zgodzie Dni, miesiące i lata Pigmalion chciał By była wciąż niewinna, czysta Taka, jaką ją wykuł z marmuru Ona kładła się co noc w łóżku Nieśmiała, płonąca wstydem Bo ogień jej lędźwie rozpalał Nie umiała go ugasić Ni zimnem morskich fal Ni chłodem kamiennej posadzki


Pigmalion patrzył Jak wymyka się co noc ukradkiem Do miasta, do ludzi lubieżnych Dających akceptację jej galopującym popędom Pragnął ją powstrzymać Przemienić, by znów Była jego doskonałą Galateą Uwięził ją w szklanym domu Przypiął do łoża pasami By uratować wybrankę
Przed demonami rozwiązłymi Przed nią samą


Z miłości ograniczonej W określoną formę Zrodziła się w ciszy i chłodzie Córka, Pafos nadano jej imię Dorastała w cnocie i umiarze Tak, jak życzył sobie ojciec Rozkwitała w cieniu drzew oliwnych Wdzięki swe skrzętnie ukrywając Lecz czuła na sobie Spojrzenia ojca nieprzychylne Pigmalion zaczął dostrzegać w niej Lubieżnego demona matki Widząc to z boku Galatea Przeczuwała los drżący, nieunikniony Gęsty od piętna przeznaczenia Zaplanowała rychłą ucieczkę


Pewnej nocy gorącej Dusznej od zapachu kwiatów I nagrzanych kamieni Przyszła Pafos do sypialni matki I więzy na rękach i nogach rozluźniła Wymknęły się obie przez okno na piętrze Po gałęziach oliwnego drzewa zsunęły Lecz czujne zmysły Pigmaliona Ze snu go w porę przebudziły Puścił się w pogoń szaleńczą Za miłością, która go miała opuścić Pafos, zwinna i szybka Umknęła bez trudu do miasta Galatea, tłusta i ciężka Od leżenia na kamiennym łożu Szukała schronienia w morskich falach Pigmalion zdołał ją chwycić Mocnymi rękami rzeźbiarza Ta zaś, ciężka, zwalista Objęła go mocno w pół I opadli miękko na piaszczystym dnie W krainie wiecznego trwania

Dzikowo 11.06.2025 r.