Tylko mi nie mów
Tylko mi nie mów
Tylko mi nie mów, że za mną już nie tęsknisz Tylko mi nie mów, że oddychasz już innym słońcem Myślałam, że z jednej jesteśmy części Jednymi oczami patrzymy na deszcz i krople drżące
Tylko mi nie mów, że to przegapisz Zagapisz się, a potem przejdziesz na drugi brzeg rzeki Jednako bliski, jednako daleki Podbiegnę, zawołam, lecz za rękę Cię już nie złapię
Tylko mi nie mów, że to wszystko prześpisz Gdy ja układam dla nas ciepłe derki Na zimnej posadzce z rozbitych szklanych obietnic Ty to wszystko ominiesz, tylnym wejściem ograsz Ty to wszystko głęboko prześpisz
Tylko mi nie mów, że Ci już nie smakuję Od lat ta sama słodka bułka przegryziona cynizmem Waniliowym szczęściem. To ja już podziękuję Tylko zostań, nie odchodź. Pielęgnujemy nad okiem małą jasną bliznę
Tylko mi nie mów, że nie słyszałeś, że idą burze Że grad pobije dopiero co wzeszłe nadzieje Że prąd mnie znosi na mieliznę, ale zawrócę Ty siejesz kości niezgody, wiatr nasiona twe puste rozwieje
Tylko mi nie mów, że tam utkniesz Potkniesz się, podrapiesz, zaplączesz Idąc do mnie przez bagna w dzikich roślin pnącze Ja czekam naga, ubrana tylko w wątły uśmiech
Tylko mi nie mów, że już mnie nie kochasz Widziałam dusze, co się nie umiały znaleźć Słyszałam kroków niewspółbrzmiących marsz Patrzyłam na fatalny niedopasowanych taniec
A Ty mnie przecież dobrze znasz Wiesz jak pachnie moja skóra latem Jak ręce pełne marzeń, choć pozornie ich brak Jak jednym jesteśmy sobie światem
Wierzę, że na przekór aurze Jesiennych żurawi odlotów, do innych krain Do świata snu. Będziemy jeszcze znów razem Jeszcze nam przyjdzie słuchać Śmiechów ulotnych stu
Jeszcze dostaniemy w darze Od losu kilka ciepłych nocy Tylko mi nie mów, że ja niepotrzebnie marznę I czekam w tych progach I marzę o wargach słodkich i lepkich Różowych od rozgniecionych dzikich malin
19.05.2026 r.