Wybawiciele
Wybawiciele
Potroiłeś mnie w podwójnej porcji niedosytu Pokroiłeś, jak ogórka na razowym z masłem Zapomniałeś, że za duży cholesterol Nie wspominaj tylko o tym swojej matce
Namnożyłeś mi kłopotów Wytrzyj buty, nie krusz, się wyprostuj Tylko nie skacz mi tu w dół z tych mostów Rdzą zeżartych, filarów chybotliwych Z widkokiem nostalgicznym znanych dobrze kolejowych mostów
Podwoiłeś mi pragnienie na niestabilny krok Ty się w naturalnej pozie chwiejesz Wspierasz gęstym aromatem kawy I podwójnej czystej, zależy jaki diabeł Ci do tańca dzisiaj w duszy gra Płyniemy w rytm melodii Nienazwanej, migotliwej, przezroczystej
Nazbierałeś mi naręczę niewyśnionych snów Potkniętych gdzieś za rogiem Oby kiedyś dobry bóg zapomniał nam Pragnienia, by być sobą, razem, w niej i w nim Choć świat krzyczał, wołał, błagał:
- Zostaw, zostań, wstań i wyjdź. Tak jest lepiej. Lepiej jest ni śnić, ni być, ni żyć.
Przywarły do nóg Twoich Wargi moje Spłynęły po chłodnej skórze Łzy
Powieliłeś mnie w podwójnej porcji niebytu Posłuszna lalka, sznurki użyte Od lat w tym samym celu Wiem, że było nas wiele W te same niedziele Leżące, pachnące, w tej samej przepoconej pościeli Żeby nas święci choć słuchać chcieli Jak nagie, gorące, otwarte, jęczące Modlimy głośno litanie do nich Mglistych weekendowych, chwilowych, wybawicieli
25.05.2026 r.